Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowianie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 marca 2016

Wiosna u naszych przodków


Koniec zimy i początek wiosny to dla naszych przodków pożegnanie trudnego okresu zwiazanego z zimnem, ciemnością i zastojem. Ten moment  to także czas równonocy wiosennej co oznaczało też więcej słońca, cieplejszych i dłuższych dni. Na półkuli pólnocnej najczęściej przypada ona 20 marca ale też 21 marca. Dzieje się tak, gdyż każdego roku czas równonocy przesuwa się o sześć godzin i dlatego za początek wiosny uznaje się okres tych dwóch dni. U Słowian było to święto pod nazwą Jare Gody, u Celtów Ostara a u Druidów Alban Eiler czyli "Światło Ziemi".

Pod wpływem coraz słoneczniejszych i cieplejszych dni ziemia budzi się z długiego snu, pojawiają się pierwsze rośliny i świat nabiera coraz więcej barw. To czas narodzin, odnowienia i wzrostu. Dlatego symbolem tego okresu jest jajko  ale też króliczki i kurczaczki jako symbole nowego życia, płodności i świeżości. 

źródło zdjęcia: wikipedia.org
Na świecie istnieje wiele miejsc, które wyznaczają róznonoc wiosenną. Słońce wówczas oświetla dokładnie wyznaczone miejsca właśnie w tym czasie. Trudno jest określić, czy były to budowle celowo wzniesione , by odmierzały czas czy miały jakieś inne duchowe bądź religijne znaczenie jednak z pewnością istniały grupy ludzi, które celebrowały wyjątkowe zjawiska występujące w przyrodzie. Takie miejsca są np. w Irlandii, gdzie druidzi pozostawili megalityczne kamienne kopce i kręgi, piramida El Castillo w Meksyku wzniesiona przez Majów, kamienna struktura w Vermont zwana "Calendar One" czy Fernacre Stone Circle w Kornwalii. 

Nasi przodowie witali ten wiosenny czas z radością, czcili wiosenne bóstwa i boginie. W starożytnym Rzymie za wiosenną boginię uznawano Wenus - boginię piękna, miłości ale też ogrodów i uprawianych pól oraz Florę - boginię kwiatów, u Słowian symbolem zimy był Marzanna a wiosennym bogiem Jaryło, u Celtów bogini Eostre oraz bóg Cernunus znany jako Hern u ludów nordyckich - Freya, która powracała zawsze kazdej wiosny ale też bóg Thor, który za pomocą swojego młota Mjölnir'a rozbijał lód i przepędzał zimę, u strarożytnych Greków - Dionizos i Persefona oraz Gaja - jedną z najstarszych, która jest kojarzona z Ziemią i uważana jest za Matkę Ziemię

Każda kultura ma swoich charakterystycznych dla tego czasu bożków i określone zwyczaje. Łączy je na pewno jedno - każdy z tych bogów i obrzędów zwiazany jest z wiosną, narodzinami, rozkwitaniem ziemi, płodnością. miłością i budzeniem się świata wokół nas. 



sobota, 21 czerwca 2014

Noc pełna magii


Dziś dzień, który dla naszych przodków był ważnym momentem w rocznym cyklu. Dzień symbolizował siły światła, noc - siły ciemności. Najkrótsza noc i najdłuższy dzień zwiastował zwycięstwo dobra nad złem. O tym magicznym czasie pisałam w artykule sprzed roku:

Dawne Dzieje: Noc pełna magii: „Kupało! Królu ,  dniom naszym panuj bez chmury,  do życia obudzaj chuć,  tyś dawca, boże Kupało,  siej, żyw i ...

czwartek, 20 marca 2014

Narodziny wiosny


Czas początków wiosny to niezwykły moment w przyrodzie. W tym roku wiosna zawitała wcześniej i już widać młode listki, pierwsze kwiaty. Dla naszych przodków był to szczególny czas, gdyż po długim okresie zimy, gdyż w tym czasie dzień zrównywał się z nocą. Magia równonocy wiosennej dawała nadzieję na lepsze czasy. Cieszono się z coraz dłuższych okresów ze świata, że gnano zimę i witano wiosenne promienie słońca. U Słowian czas ten nosił nazwę Jare Gody.

źr. zdj. pantheion.pl autor K. Perkowski
Symbolem zimy jest Marzanna, która była nazywana różnie: Morana, Marena, Mora. U Słowian zwana także Śmiercichą. Jej imię mogło powstać od słów: „morzyć”, „mór” lub mrzeć.” Według badacza słowiańskiej mitologii Ferdynanda Trentowskiego, Marzanna była „dziewicą moru”, była piękną dziewiczyną, lecz czasami mogła przybierać postać  Jeży –Baby. Stawała się wtedy brzydką, chudą starszą kobietą, której jedna z nóg miała postać gołej piszczeli.

W naszej pamięci, mimo nieudanych prób zwalczenia zwyczajów przez kościół, Marzanna pozostała do dziś. Co roku można zobaczyć korowody, zwłaszcza szkolne, idące topić  słomianą kukłę, by przywitać Panią Wiosnę. Dzieje się to najczęściej 20/ 21 marca, chociaż pierwotnie święto Marzanny obchodzono 1 kwietnia. Dawniej Marzec postrzegany był jako miesiąc ludzi starych, gdyż najwięcej ich umierało właśnie w tym czasie. Z początkiem kwietnia słońce przygrzewało coraz mocniej, a to świadczyło o jego mocy a z tym wiązał się także większy wpływ na ludzi i przyrodę. Trentowski pisał, że „zwodzenie się na 1 kwietnia, zwane prima aprilis jest pamiątką po święcie Marzanny. Cieszono się i żartowano, że śmierć umarła.”

W okresie równonocy wiosennej wszyscy zbierali się na uroczyskach. Formowano ze słomy kukłę i uroczyście z głośnym pokrzykiwaniem i śpiewami odprowadzano ją do rzeki i rzucano w jej toń. To miało symbolizować odejście Marzanny do jej podziemnej krainy. Potem następował czas radości, biesiad i zabawy.

Wiosennym bogiem był Jaryło, który patronował płodności, wzrastaniu, budzeniu się natury. Przedstawiano go jako  bosego młodzieńca (czasami  choć rzadko -jako dziewczynę), ubranego w białą szatę. Wjeżdżał  na białym koniu, z wiankiem na głowie, trzymając w lewej ręce kłosy zbóż a w prawej ludzką głowę. Symbolizował budzące się życie.  Atrybutami bóstwa są bazie lub snop zboża w jednej ręce, a w drugiej głowa ludzka. Dosyć często występuje motyw zastąpienia, wraz z nadchodzącą wiosną, "starego" Jaryłę przez Jaryłę "młodego".

  
"Płyń Marzaneczko do Pryski, przynieś nam bezrok szybki.
Płyń Marzaneczko do Brzega bo cię tam Jaśkowi potrzeba."
– ze śląskiej pieśni marzannej, Opole / Gosławice 1877 r.

"Hej, Marzanno miła, gdzieś ty klucze dała?
Co byś [zielone] pola nimi otwierała?"
"Marzanno krasna, kajś ty gęsi pasła?
Pod góreczką z [Jasiem] Robeneczkiem, aż se ziemia trzasła,
aby trawa rosła, zielona trawa, aż po kolana.
A wy dzieweczki wijcie wianeczki, z modrych fiołków i białej różeczki."
-- z XIX wiecznych pieśni marzannych Moraw i Śląska

 "A sthąd ieszcże dziś ten obycżay maią w wielkiey Polsce y w Sląsku
iż siódmego dnia Márca thopią Marzanę vbrawszy iako niewiastę
wyszedszy ze wsi spiewając: Smierć sie wije po płothu szukaięcy kłopotu [...]
Zwali tego bałwana Marzana, tak bym rzekł, że to był bóg Mars, jako Ziewana Diana."
 -- z kronik Marcina i Joachima Bielskich, 1564-1597 r.

źródło pieśni: bogowiepolscy.net
źródło zdjęć: pantheion.pl


sobota, 21 grudnia 2013

Godowe Święto

Dziś pierwszy dzień zimy, najkrótszy dzień w roku. Dla Słowian był to magiczny czas związany z przesileniem zimowym. Dzień był symbolem światła, dobrych sił, noc – to złe moce, ciemność. Od tego momentu światło zaczynało odzyskiwać swoją moc. Dzień stawał się coraz dłuższy od tego momentu, co uznawano za zwycięstwo dobra nad złem, światła nad ciemnością. Ten czas zwany był Godowym Świętem albo Zimowym Staniasłońca. Przypisany był bogowi Swarogowi, który odzyskuje władzę nad ziemią.

Dla naszych przodków słowo „god” oznaczało „rok”. Moment przesilenia przypada na 21 grudnia. Dla wiar pierwotnych był to początek roku obrzędowego. Czas świętowania trwał przez wiele dni i z reguły kończył się w okolicach 6 stycznia. By zapewnić sobie powodzenie, obfite plony i dostatnie życie w nadchodzącym roku, obchodzono domostwa ze śpiewem na ustach, odwiedzano sąsiadów, przyjaciół, spędzano miłe chwile w gronie rodzinnym. Czas ten niósł ludziom nadzieję i nastrajał optymistycznie na przyszłość. Przesilenie zimowe stwarzało okazje do wróżb i rytuałów, które miały przyciągnąć dostatek w nadchodzącym roku.

Godowe Święto było jednocześnie okresem wspominania tych co odeszli. By uczcić ich pamięć zbierano się na cmentarzach, gdzie rozpalano ogniska i ucztowano przy grobach zmarłych. Ognisko miało także symboliczne znaczenie: w ten sposób wspierano Słońce w jego walce z ciemnościami. 





niedziela, 15 grudnia 2013

Słowianie i choinka


Słowianie nie znali zwyczaju ubierania drzewka, które w dzisiejszych czasach zdobi każdy dom. Dawniej rolę tę pełniły ozdobione wstążkami snopki zboża z ostatnich zbiorów lub gałązki jemioły. W niektórych regionach Polski wieszano czubek iglastego drzewa wierzchołkiem do dołu albo specjalnie przygotowaną obręcz wykonaną z drewna, ozdobioną gałązkami sosnowymi, jodłowymi, owocami, orzechami, słodyczami,
kolorowymi wstążkami. Był to tzw. „podłaźnik” lub "podłażniczka" albo „rajskie drzewko”. 

Podłażniczkę wieszano w Wigilię i było to bardzo ważne wydarzenie. Ten zaszczyt przypadał zawsze gospodarzowi, który ubrany odświętnie zamocowywał ozdobę u powały. Miała chronić domowników przedróżnymi nieszczęściami, urokami, przyciągać dostatek, wszelką pomyślność a dla młodych panien – dobrego męża. Jabłka, orzechy, ciasteczka zawieszone na takiej ozdobie były po świętach zjadane, ponieważ wierzono, że dodadzą one siły, witalności i zdrowia. Popularną dekoracją był tzw. Diduch – pierwszy snop zrobiony w czasie ostatnich żniw. Stawiano go w kącie chaty, kłosem do góry. Ozdabiano go wstążkami, kolorowymi ozdobami, jabłkami, ciasteczkami. Przechowywany był aż do wiosny. To z niego brano pierwsze ziarna na nowy siew.


Zobacz także: Magia Choinki

źródło zdjęcia:
wiano.eu
demotywatory.pl

czwartek, 31 października 2013

Dziady


Troska i pamięć o tych co odeszli towarzyszyła naszym przodkom od zawsze i była jednym z głównych elementów różnych obrzędów z nimi związanych. W ciągu roku było wiele okazji, by oddać im cześć. Dwa razy w roku były szczególne święta, które celebrowały pamięć o nich – na wiosnę,  w okolicach 2 maja i na jesień z 31 października na 1 listopada. W okolicach 1 listopada przypadały tzw. „Dziady”, o których również pisał nasz wieszcz Adam Mickiewicz.

„Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?”

Święto to miało przede wszystkim na celu wspominanie zmarłych, uczczenie ich pamięci i spotkanie z ich duszami, by pozyskać ich przychylność oraz proszenie o pomoc w nadchodzącym roku. W wielu obrzędach towarzyszył im ogień. Rozpalano drewniane stosiki tzw. „grumadki” na rozstajach dróg, by dusze znalazły drogę i  nie błądziły w zaświatach, by mogły tej szczególnej nocy spędzić ją z bliskimi. Ogniska również pojawiały się na cmentarzach dla ogrzania zmarłych. Wśród tych co odeszli byli też tacy, którzy stracili życie nagle np. samobójcy. Nie byli oni pożądanymi gośćmi. By uniemożliwić spotkanie z nimi, rozpalano ogień na grobie takiego zmarłego albo co roku układano stos drewienek w miejscu śmierci takiej osoby. Taki stosik powstawał z gałązek, które każdy przechodzień układał w miejscu nagłej śmierci. Raz w roku, właśnie w tzw. Dziady, (obecnie Zaduszki) rozniecano z nich ogień.

„Czyścowe duszeczki!
W jakiejkolwiek świata stronie:
Czyli która w smole płonie,
Czyli marznie na dnie rzeczki,
Czyli dla dotkliwszej kary
W surowym wszczepiona drewnie,
Gdy ją w piecu gryzą żary,
I piszczy, i płacze rzewnie;
Każda spieszcie do gromady!
Gromada niech się tu zbierze!
Oto obchodzimy Dziady!
Zstępujcie w święty przybytek;
Jest jałmużna, są pacierze,
I jedzenie, i napitek.”
 „Dziady cz. II” Adam Mickiewicz

Słowianie byli przekonani, że przybywające dusze przodków należy odpowiednio i z godnością ugościć. Zbierano się przy grobach, przynoszono jadło i napitek, by razem z duszami ucztować. Dusze proszono o pomyślność, przychylność a jednocześnie poprzez modły pomagano im w osiągnięciu spokoju po tamtej stronie. Wśród potraw nie mogło zabraknąć miodu, kaszy i jajek. W tym dniu obdarzano biednych ludzi, żebraków jałmużną , darami w postaci nie tylko jedzenia ale też rzeczami, które mogą być im potrzebne np. drewnem na opał, węglem, naczyniami, skórami. Z czasem przybrało to formę datków pieniężnych. Proszono ich o wstawiennictwo za dusze bliskich ale także starano się uzyskiwać w ten sposób łaskawość w zaświatach dla siebie, odkupując jakby swoje winy poczynione w ciągu roku.

W tym czasie nie wolno było wykonywać niektórych czynności, dlatego wypieki czy potrawy przygotowywano wcześniej. Przestrzegano zasady, by po umytych naczyniach nie wylewać wody  przez okno, by przypadkiem nie zmoczyć jakiejś duszyczki. Obowiązywał zakaz palenia w piecu, bo wierzono, że tamtędy dusze wchodziły do domu. Wierzono, że tym, którzy złamali ten zakaz grozi pożar w jego domostwie.

Wraz z wprowadzeniem chrześcijaństwa wiele dawnych zwyczajów zostało zapomnianych, bądź wręcz zakazanych a te, których nie udało się wyeliminować, zostały zaadoptowane i zastąpione nowymi nazwami i zwyczajami. Dzisiejsza forma tych świąt obchodzona jest pod nazwą Dnia Wszystkich Świętych. Termin 1 listopada  został wprowadzony już w IX wieku przez papieża Grzegorza IV. Jednak wiele obrzędów jeszcze długo funkcjonowało w wielu regionach Polski i w Europie . Do początków XX wieku utrzymał się np. zwyczaj obdarowywania biednych, żebraków i różnych potrzebujących. Z tej okazji dzień lub dwa dni wcześniej pieczono niewielkie chlebki i najczęściej w takiej ilości ile osób odeszło na drugą stronę w danej rodzinie.

Echem dawnych zwyczajów jest dziś przede wszystkim odwiedzanie grobów najbliższych i palenie na nich zniczy, dekorowanie kwiatami miejsc pamięci. Dawniejsze „Dziady” to obecnie „Zaduszki”. W ten magiczny czas, kiedy dusze naszych najbliższych są najbliżej nas, obdarzmy ich szczególnie dobrym słowem, poprośmy o przychylność i przywołajmy przy ognisku ich wspomnienie, dziękując za wszystkie chwile spędzone z nami.



źródło zdjęć:
1) dommokoszy.blogspot.com
2) interia360.pl

poniedziałek, 23 września 2013

Święto Plonów


Noc z 22 na 23 września u Słowian była czasem magicznym. Dla naszych przodków od zawsze dzień i noc symbolizowały siły światła i ciemności, dobra i zła, które ze sobą rywalizowały przez cały rok. Dlatego czas równonocy był ważnym świętem ponieważ wtedy pozostawały one w równowadze. Po tym okresie jednak siły ciemności przejmowały władze nad światem na pół roku, aż do wiosny. W związku z tym Słowianie dbali, by do tego okresu dobrze się przygotować. Przede wszystkim zbierano i gromadzono żywność, zakańczano wszelkie prace polowe, zbierano chrust i drzewo na opał, ocieplano domostwa mchem, przygotowywano ciepłe okrycia. Święto plonów było poświęcone bogowi Perunowi i Światowidowi. 


By zapewnić sobie ich łaskawość, opiekę w okresie zimowym składano im ofiary i dary dziękując za obfite plony. Pamiętali również o Matce Ziemi dlatego na koniec żniw pozostawiano łan nieskoszonego zboża, by podzielić się ziarnem z naturą, zwierzyną i duchami przodków. To miało im zapewnić obfitość i pomyślność przez najbliższy rok. Ze ściętego zboża splatano wieńce dodając do niego gałązki jarzębiny, owoców, kwiatów i kolorowych wstążek. Często miały one kształt koła lub korony. Poza tym odbywały się rytualne tańce, uczty i obrzędy, w czasie których składano dary bogom, wróżono i prognozowano przyszłe wydarzenia. Jednym z takich obrzędów było upieczenie olbrzymiego kołacza, który musiał zasłaniać kapłana a to symbolizowało obfite zbiory. Na kilka dni przed 23 września napełniano miodem kielich, który ustawiano przed posągiem Światowida. W czasie Święta Plonów sprawdzano jego zawartość. Jeżeli kielich był pełen – zapowiadało to dobry czas i pomyślność w nadchodzącym roku. 

Z czasem, wraz z wprowadzeniem chrześcijaństwa, Święto Plonów nabrało charakteru religijno – ludowego ale niektóre zwyczaje pozostały do dziś. Nadal wypieka się dużych rozmiarów kołacz, który jest głównym akcentem uroczystości i festynów dożynkowych. Warto jednak pamiętać o naszych przodkach i również im oddać cześć, uszanować przyrodę i podziękować za wszystkie dobre rzeczy, które spotkały nas w minionym roku. Ten czas uczy nas wyrażania wdzięczności za to co otrzymujemy, byśmy umieli docenić dary, które otrzymujemy od Wszechświata.

źródło zdjęć:
www.tvr24
wolnemedia.net
pl.wikipedia.org

piątek, 21 czerwca 2013

Noc pełna magii


„Kupało! Królu
dniom naszym panuj bez chmury, 
do życia obudzaj chuć, 
tyś dawca, boże Kupało, 
siej, żyw i bądź, Kupało…”

„Stara Baśń”
Józef Ignacy Kraszewski

Czerwiec to jeden z piękniejszych miesięcy w roku. To czas kiedy wiosna w całej krasie panuje nad światem, dni są coraz dłuższe a my jesteśmy pełni entuzjazmu, bo za chwilę wakacje i czas letniego odpoczynku. Dla naszych przodków ten okres był niezwykle ważny, ponieważ nadchodziła najkrótsza noc w roku przypadająca z 21 na 22 czerwca. Wtedy to siły światła dominowały nad siłami ciemności.

Ta najkrótsza noc w roku miała różne nazwy w zależności od regionu. Najczęściej zwana była „Nocą Kupały”, „Kupalnocką”, „Kupalną Nocką” albo Sobótką. Skąd wzięła się ta nazwa - do końca nie wyjaśniono. Często spotykana jest opinia, że ma ona swoje źródło w prasłowiańskim zwrocie "kupiel". Słowo to do dziś funkcjonuje na wschodzie w nazwach miejscowości. Niektórzy językoznawcy przypisują to znaczenie wyrazowi "kump", które pochodzi z języka indoeuropejskiego i oznacza „zbiorowość”, „grupę”. Jednak najczęściej kojarzona jest z bogiem słowiańskim Kupałą, którego istnienie poddaje się w wątpliwość. Słowiańska religia ginie w mrokach historii i dopiero od niedawna próbujemy na nowo ją przypomnieć. Nie wszystkie bóstwa są rozpoznane i udowodnione ale z dotychczasowych badań wynika, że mógł to być bóg miłości, płodności, dojrzewania. 

Było to najważniejsze święto Słowian, które w okrojonej formie i pod zmienioną nazwą przetrwało do dziś. To czas magii, radości, swawoli, pełen tajemnic i niezwykłych zdarzeń. Tak o tym szczególnym okresie pisał Józef Ignacy Kraszewski w „Starej Baśni”
 „Nadszedł dzień Kupały święto w całym pogańskim obchodzone świecie, dzień Białego - Boga dnia i światłości, na którego cześć paliły się ognie nad Adrią, nad Batem, nad Dunajem, nad Łabą, Wisłą, Dniestrem, Rodanem i Sekwaną."

U Słowian było to najważniejsze święto poświęcone ogniu i wodzie. Żywioły te miały przede wszystkim właściwości oczyszczające i były dwoma ważnymi symbolami tej najkrótszej nocy. Ogień, kojarzący się ze światłem, rozjaśniał mrok. Wierzono, że jest łącznikiem między człowiekiem a bogami. Woda dawała życie, uzdrawiała i również oczyszczała. Obrzędy sobótkowe miały na celu zapewnienie pomyślności, szczęścia , zdrowia i miłości dlatego wszyscy chętnie brali w nich udział.
„I na tej górze świętej nad jeziorem, kędy się z sąsiednich mirów na Kupałę ludu zebrało, już o wschodzie słońca z kąpieli wychodzące tłumy, przybrane w wieńce, poprzypasywane bylicą, postrojone ziołami kwitnącymi otaczały starych gęślarzy.” 
„Stara Baśń” Józef Ignacy Kraszewski 

Zanim zaczęto świętowanie sobótkowej nocy, wygaszano wszystkie domowe paleniska. W wigilię Nocy Kupały wzniecano nowy ogień za pomocą dwóch jesionowych, brzozowych lub dębowych drewienek Według podań, w niektórych rejonach Słowianie używali prostego urządzenia zrobionego najczęściej z dębowego kołka, na który nakładano koło symbolizujące słońce. Koło owijano słomą namoczoną w smole i energicznie kręcono tarczą aż powstał płomień. Od niego zapalano rytualne ogniska, z których żar przenoszono do domów, ponownie rozniecając ogień. 

Wokół ognisk na wzgórzach gromadziła się gawiedź - rozpoczynał się czas zabaw, pląsów, śpiewów i skakania przez płonące stosy. Ten ostatni zwyczaj był nieodłącznym elementem święta. Wierzono, że ogień sobótkowy ma magiczną moc, zdolność oczyszczania i odpędzania wszelkiego zła, nieszczęść i chorób. 

Kupalna noc nie mogła obyć się bez ziół, wśród których obowiązkowo musiała znaleźć się bylica, piołun, rumianek, czarny bez. W tym czasie nabierały one wyjątkowo silnych, uzdrawiających i magicznych właściwości dlatego też wrzucano je do ogniska, by ich dym odstraszał złe moce. 
„Chłopcy tymczasem suche tarli drzewo, aby zrobić ogień boży, który by sam się zrodził, młodym był i nowym, a potem przez rok cały na domowym palił się ognisku. Był to ogień, którego z domu nikomu wynosić obcemu nie dawano. Kto ogień wynosił z chaty, brał z niej życie.” 
„Stara Baśń” Józef Ignacy Kraszewski

źródło zdjęcia: japs.flog
Wierzono, że tylko w tę jedną noc zakwita kwiat paproci, który temu kto go znajdzie przyniesie szczęście i bogactwo. Szukanie go na podmokłych terenach, nocą stawało się pretekstem do spotkań miłosnych. Była to jedyna noc gdzie nie obowiązywały żadne zasady i można było z łatwością spotkać się z ukochaną osobą. Młodzi mogli uniknąć krytycznego oka starszych, ich zakazów i nakazów. Szukając kwiatu paproci mieli nadzieję, że oprócz szczęścia, radości, zdrowia kwiat da im również miłość i połączy ich węzłem małżeńskim 

Dawniej wyjście dziewczyny za mąż było nadzorowane przez ojca - głowę rodu. Rodzice nie brali pod uwagę uczuć córki. Nie miała ona możliwości wyboru przyszłego partnera. Okazja taka nadarzała się jedynie w magiczną noc czerwcową. Wtedy to dziewczęta mogły wykorzystać nadarzającą się sposobność i same wybrać sobie ukochanego na całe życie. Nikt nie śmiał sprzeciwić się wyrokom boskim i dlatego święto to młodzi skwapliwie wykorzystywali by złączyć swoje losy. W tym celu panny zrywały kwiaty i zioła, plotły z nich wianki, które puszczały na wodę obserwując dokąd i w jaki sposób płyną. Dobrą wróżbą było, gdy trafił on do brzegu i został wyłowiony przez ukochanego. Gorzej, gdy wianek zatonął lub zaplątał się w szuwarach. Była to niewesoła wróżba - zapowiadała, że w ciągu najbliższego roku dziewczyna nie wyjdzie za mąż. 
źródło zdjęcia: www.werandacountryFot. Piękna, PAP ,
Wierzono, że do Nocy Kupały nie można było wchodzić do wody ze względu na topielice i rusałki żyjące w rzekach i jeziorach, które nieostrożnych i niefrasobliwych amatorów kąpieli wciągały do mętnej toni. W tę magiczną noc traciły one swoje siły. Wykorzystując ten moment Słowianie dokonywali rytualnych kąpieli, od których można było zażywać wodnych zabaw do woli. 

Rozwijające się chrześcijaństwo stopniowo wypierało starą wiarę i dawne zwyczaje dlatego niewiele pozostało wiedzy na temat obchodów tej szczególnej nocy. Kościołowi nie podobały się wesołe i swawolne obrzędy związane z Kupalnocką, czczenie starych bogów, swobodne zachowanie w tym czasie. Stopniowo zaczęły zanikać dawne tradycje. Wiele obyczajów zostało zapomnianych albo zaadoptowanych pod nową nazwą. Kupała została przypisana św. Janowi Chrzcicielowi i dziś zwana jest nocą świętojańską. 

źródło zdjęcia: tvp.info
Obecnie ta noc jest tylko echem dawnych zwyczajów. Pozostało palenie ognisk i wicie wianków ale już nie przywiązujemy do tego zbyt dużej uwagi. Traktujemy to jako świetną zabawę, okazję do spotkań i miłego spędzenia czasu. Może warto choć w niewielkim stopniu przywrócić czar tamtych dni - powróżyć sobie z ziół, upleść wianek. Zamiast ogniska zapalmy świece, weźmy pachnącą ziołami kąpiel . Postarajmy się by dom świecił czystością i świeżością. Sprawmy sobie coś nowego, zawieśmy na drzwiach wejściowych bukiety magicznych roślin: rumianku, mięty, chabrów, dziewanny, dziurawca i na moment wróćmy myślami do naszych przodków. 

Tak naprawdę stara wiara nie umarła - to tylko my o niej zapomnieliśmy. 

(fot. Mariusz Nowicki)


Artykuł napisany dla czasopisma „Adremida” nr.4/2012

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Oblewiny

źródło zdjęcia: wilnoteka.it   
Dzisiejszy śmigus dyngus u Słowian nazywany był oblewinami. Woda od zawsze miała symboliczne znaczenie. Oczyszczała z zimowej, złej energii, odpędzała choroby, nieszczęścia. Ze świeżością można byo wejsć w wiosenną aurę i cieszyć się nowym dobrym czasem. 
Zwyczaj oblewin miał przede wszystkim zapobiegać chorobom i sprzyjać płodnosci. Słowianie obchodzili Oblewiny w dzień po Jarych Godach. Jednak nie polewano się wodą, tylko smagano  nawzajem świeżymi gałązkami wierzbowymi lub palmowymi. 

W średniowieczu zwyczaj ten został połączony z obrzędami wielkanocnymi, by ukrócić "pogańskie" obyczaje i dziś obchodzimy go pod nazwą śmigus dyngus w drugim dniu świąt wielkanocnych zwany Lanym Poniedziałkiem.

Pierwotnie obficie oblewano i smagano tylko panny. Miało to im zapewnić szybkie zamążpójście. Im bardziej dziewczyna była mokra, tym dla niej była to bardzo pomyślna wróżba. Dziewczęta mogły się zrewanżować chłopakom następnegp dnia. Od podwójnego polania wodą można było się wykupić pisankami i kraszankami. Słowo "dyngus" wywodzi się z języka niemieckiego i oznacza właśnie "wykupywać się". Natomiast "dyngus" określa czynność polewania wodą. Inna nazwą dla tego czasu było "Dzień św. Lejka", "oblewanka" i "polewanka"

źródło zdjęcia: paderewski.edukacja.strefa.pl
W "Encyklopedii staropolskiej" polski etnograf Zygmunt Gloger tak napisał:

"Śmigusem zaś nazywają Mazurzy oblewanie dziewcząt wodą przez chłopców w drugi dzień Wielkiejnocy i chłopców przez dziewczęta w dniu trzecim, co nieraz przy studni kubłami się odbywa. Najstarsze osoby na Podlasiu np. 90-letnia matka piszącego to, pamiętają dobrze z lat dziecinnych i tradycyi, że oblewanie się wodą w drugi dzień Wielkiejnocy nazywano na Podlasiu „śmigusem” zarówno u ludu jak po dworach".
Zygmunt Gloger "Encyklopedia staropolska"


piątek, 29 marca 2013

Jajko Wielkanocne



Symbolem świąt wielkanocnych, które przetrwało do naszych czasów jest jajko, które symbolizuje nowe odradzające się życie. Malowano je, by zapewnić sobie pomyślność i dostatek. W świąteczny czas obdarowywano się nimi składając życzenia wszelkiej pomyślności.

Słowianie malowali jaja już w IX wieku. Najstarsze znalezione na Opolszczyźnie pisanki pochodzą z X wieku. Zostały odkryte na miejscu dawnego słowiańskiego grodu na wyspie Ostrówek. 

Jajko dla naszych przodków było symbolem życia i narodzin. Zwyczaj malowania jajek znany był już w III wieku przed Chrystusem i narodził się w Persji (dzisiejszy Iran). Był to popularny rytuał wszystkich wierzeń pierwotnych kojarzący się z symbolem odradzającego się życia i sił witalnych. Dlatego ich malowanie miało wymowę magiczną. Zdobieniem jaj zajmowały się kobiety. Dbano, by do izby w tym czasie nie wszedł mężczyzna, bo wróżyło to nieszczęście. 

Nazwa malowanych jaj zależy od metody ich wykonania. 

Kraszanki – jajka są gotowane barwnikach otrzymywanych surowców naturalnych 
Pisanki - najpierw na skorupce rysuje się roztopionym woskiem wzorki a następnie zanurza się je w barwniku. 

Dawniej do zdobienia skorupek używano materiałów naturalnych, które dostępne były w przyrodzie: do rysowania zdobień służyły igły drzew, słomki i drewienka a także koziki, szydła. 

Kolory miały swoje symboliczne znaczenia.
czerwień i biel symbolizowały domowe duchy opiekuńcze
czerń i biel – duchy ziemi
zieleń - odrodzenie przyrody i miłości
brąz - rodzinne szczęście

fragment artykułu napisanego dla czasopisma "Adremida"

środa, 20 marca 2013

Jare Gody


Okres budzenia się przyrody do życia po długiej zimie był zawsze czasem magicznym, przypisywany siłom nadprzyrodzonym, które według wierzeń, panują nad światem.

Siły światła i ciemności spotykały się w równonoc wiosenną. Był to moment kiedy dzień zrównywał się z nocą i od tej pory to światło dominowało nad ciemnością. Równonoc wiosenna od niepamiętnych czasów symbolizowała zwycięstwo życia nad śmiercią, dobra nad złem, światła nad ciemnością. Był to szczególny i magiczny okres, który w dawnych wierzeniach był jednym najważniejszych świąt. U Słowian były to Jare Gody, u Celtów – Ostara - od imienia Bogini Wiosny, u Wikingów Eostre lub Ostara, a także Alban Eiler co znaczyło: Światło Ziemi. 

Jare Święto następowało w okolicach 21 marca, kiedy przyroda budziła się do życia. By wspomóc Matkę Naturę w tym procesie, wykonywano szereg rytuałów, by odpędzić zimę i poudzić siły natury do odrodzenia. Okres między kwietniem a czerwcem obfitował w wiele magicznych obrzędów. Sprzątano domy, wymiatano kąty brzozową miotełką usuwając, wraz z kurzem, stare energie na zewnątrz domu, przystrajano wejścia młodymi gałązkami drzew takich jak: lipa, brzoza, buk czy grab. Popularną ozdobą wnętrz był tatarak.

U Słowian popularna była kukła ubrana w lniany strój, którą najczęściej palono. Symbolizowała Śmierć - Zimę i wszelkie zło z nią związane. Dziś znamy ten zwyczaj jako Topienie Marzanny. Dawniej obnoszono ją wokół wioski, osady a następnie palono lub topiono kukłę. Towarzyszyły przy tym głośne śpiewy, muzyka i różne dźwięki, by odstraszyć zimę.

Przygotowując się do świąt oczyszczano domy ze starych energii, wymiatano za pomocą brzozowej miotełki stare zeszłoroczne zanieczyszczenia, obmywano całe domostwo, otwierano okna i drzwi, by wpuścić świeże powietrze.

Chłopcy i dziewczęta wyruszali do lasu i na pobliskie łąki po młode gałązki brzozowe i leszczynowe ze świeżo wypuszczonymi pąkami, którymi przystrajano wejścia oraz umieszczano je wewnątrz domu w jasnym miejscu i cały czas dbano o nie skrapiając wodą, by nie zwiędły. Z takich samych gałązek młodzieńcy wykonywali tzw. gaik (wiecha), odpowiedniki dzisiejszych palm wielkanocnych, i chodzili z nim po domach. W tym czasie mężczyźni wyruszali na łowy, a kobiety przygotowywały strawę świateczną. 

piątek, 15 marca 2013

Nasi przodkowie


W poznawaniu  historii bardzo mało mówi się o naszych przodkach jakimi byli Słowianie. Mówimy: „słowiańska dusza”, „słowiańska fantazja” ale są to zwroty, nad którymi się nie zastanawiamy. Wiedza na temat Słowian jest niewielka w porównaniu do innych ludów Europy. Jest to jedna z najsłabiej zachowanych i udokumentowanych społeczności. Przede wszystkim przyczyniło się do tego wprowadzanie chrześcijaństwa od VI wieku, co w efekcie zderzenia tych dwóch kultur spowodowało stopniowy proces wypierania pierwotnych wierzeń przez chrystianizm. Słowianie byli najbardziej liczebną grupą ludności w tamtym czasie. Kupiec i podróżnik Ibrahim Ibn Jakub w X w., tak pisał o Słowianach: 
"Słowianie są to ludzie odważni i zaczepni. Gdyby nie było wśród nich rozdwojenia wskutek wielu rozgałęzień ich pokoleń i rozdrobnienia ich plemion, żaden lud na ziemi nie mógłby się potęgą z nimi mierzyć..."